środa, 9 stycznia 2013

Zadanie dla żon na Nowy Rok

W ramach gruntownych porządków przed narodzeniem drugiego dziecka (termin już 25.01!) odnalazłam stary pamiętnik z 2001 roku (każdą z was zachęcam do prowadzenia czegoś w rodzaju dziennika duchowego, ale o tym napiszę innym razem).

Oczywiście zeszyt natychmiast trafił do garażu - do pudła pod tytułem "archiwum", lecz wcześniej, pospiesznie przerzucając kartki, natrafiłam na fragment, który być może okaże się dla was inspirujący. 

Pokazuje on bowiem, że szczęśliwe małżeństwo to nie przypadek. To efekt pracy nad sobą, to wierność dobrym pragnieniom i marzeniom, to pielęgnowanie ideałów, to przyjęcie faktu, że miłość nie polega na uczuciu, lecz na wyborze, by kochać.

Pisałam te słowa jako bardzo młoda dziewczyna; teraz czytam je jako żona i odkrywam na nowo ich sens.

Nie byłam idealną nastolatką, popełniłam (i nadal popełniam) wiele błędów i nie raz odeszłam sercem od tego, co jest naprawdę ważne. Nie pozwoliłam jednak nikomu i niczemu zabić w sobie tych największych i najśmielszych pragnień, by kochać i być kochaną. 

Dzięki najboleśniejszym doświadczeniom mojego życia jestem teraz wyrozumiała i łagodna wobec tych, którzy błądzą. Na własnej skórze doświadczyłam, że właśnie z głębi naszej nędzy mogą wyjść  najpiękniejsze pragnienia czystości, dobroci oraz miłości, która nigdy nie gorszy się drugim człowiekiem, nigdy go nie odrzuca i  zawsze w niego wierzy. 

Taką Miłością jest właśnie Bóg.

20.05.2001 r.

Moje marzenia o mężczyźnie mojego życia są bardzo wyidealizowane, ale myślę, że nie wyzute z rzeczywistości. Czy istnieje ktoś, kto byłby w stanie zaspokoić moją potrzebę świętości i dobra? Czy raczej na tym świecie nikogo takiego nie znajdę? 

Chciałabym spotkać chłopca, którego mogłabym naprawdę pokochać. Kogoś, kto ceniłby przede wszystkim moje myśli i serce, a nie wygląd zewnętrzny. Dlaczego tyle jest teraz rozbitych małżeństw, rodzin? Czyż i oni nie byli kiedyś piękni i młodzi? Co jest fundamentem związków trwałych i dobrych? 

Myślę, że wspólna droga, wspólne zapatrzenie... ale nie w siebie nawzajem, lecz w jeden cel. Myślę, że wzajemny szacunek zamiast zapatrzenia, przyjaźń zamiast gry, miłość a nie pożądanie.

Wierzę w sens wspólnej drogi, nierzadko żmudnej i trudnej, zroszonej potem i łzami, ale drogi pewnej, bezpiecznej, przynoszącej więcej radości i słońca niż wszystko inne na świecie. 

Taka droga jest o wiele cenniejsza w moich oczach niż łatwa egzaltacja, błysk chwili, ułuda szczęścia za byle jaką cenę. Coś, co nie jest okupione szlachetną pracą i odważnym przyjęciem cierpienia związanego z życiowym powołaniem, nie może być źródłem prawdziwego szczęścia. 

Jaką drogę ja wybrałam? Zauroczona słowami Galilejczyka z Nazaretu postanowiłam pozostać Mu wierna. To On powiedział: "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem" oraz "Kto wierzy we Mnie, ma życie wieczne". Gdy poznam mężczyznę mego życia, chcę kochać w nim przede wszystkim Boga. I oto już rozumiem samą siebie. Nie chcę poznać super-świętego - może to być nawet człowiek słabej wiary, ale chcę, by miał pragnienie Jezusa i pragnienie, by poznawać coraz bardziej moją duszę. Od moich wyborów w tym młodym wieku zależy moja przyszłość. 

Do czego w życiu dążę? - Chcę, mimo świata, pozostać wierna ideałom, a właściwie jednemu, któremu na imię: Miłość Chrystusa, Jego Krzyż i Zmartwychwstanie.


Mam dla ciebie małe zadanie na początek tego nowego 2013 roku. Przypomnij sobie swoje pragnienia miłości, jakie miałaś będąc małą dziewczynką czy nastolatką. Trudy życia i związane z nimi rozczarowania często czynią nas sceptycznymi i oschłymi wobec tego, co niegdyś było w nas źródłem wrażliwości i delikatności.

Dziś jest czas, by na nowo stać się młodą dziewczyną, która pyta: po co żyję? dokąd zmierzam? jak żyć? Martin Heidegger całe ludzkie istnienie definiował w oparciu o jeden impuls: ludzie mogą i muszą zadawać pytania. Jeśli zadasz sobie pytanie o sens swego istnienia, wówczas możesz pytać o sens poszczególnych rzeczy: swego małżeństwa, rodzicielstwa, pracy, cierpienia, radości czy relacji z innymi ludźmi. 

Jeśli chcesz otrzymać głęboką odpowiedź, postaw głębokie pytanie. Lecz pamiętaj:
"Kto ciągle słyszy odpowiedzi na pytania, których wcale nie zadał, ten wkrótce nie będzie w ogóle słuchał. Ale ten, kto zadaje właściwe pytania, może znaleźć odpowiedzi" (Henri Nouwen).

Proszę, weź długopis, kartkę i zapisz na niej tylko (i aż) odpowiedź na jedno pytanie: "co jest sensem mojego istnienia?"

Pozdrawiam cię noworocznie!


5 komentarzy:

  1. Dobre. Naprawdę fajny powrót do "przeszłości". Takie notatki są bezcenne!!

    Pozdrwiam, domyślam się, że pięknie Wam się żyje, i do tego kolejne dzieciątko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod słowami mojego męża i życzę szczęśliwego rozwiązania. :)

      Usuń
  2. Bardzo mądra nastolatka z Ciebie była, piękne, dojrzałe słowa. Masz do czego wracać pamięcią.:) Ja to do swoich zapisków nie zaglądam, bo chociaż nastolatka byłam do rany przyłóż, córka-marzenie, to jednak taki pusty łeb, że nie mogę przebrnąć nawet przez jedną stronę moich "mądrości", tak mi głupio samej przed sobą. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam tak samo :)
      .
      Piękne słowa...

      Usuń
  3. Piekny i inspirujacy wpis, zgadzam sie, bylas bardzo madra nastolatka;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń